Z naszymi półkoloniami trafiliśmy do okolicznych wsi: Otorowa i Koźla. To były nasze pierwsze kolonie. Nie wiedzieliśmy czy zbierzemy wystarczającą ilość dzieci, czy w ogóle coś takiego będzie się im podobać. Okazało się, że jesteśmy pierwsi, którzy w ogóle coś tam robią o czasów PRL-u. Dzieci było więcej niż oczekiwaliśmy, a zajęcia, które zorganizowaliśmy były dla nich dużą atrakcją.

Trudno opowiedzieć, co dokładnie robiliśmy na półkoloniach, bo to tak naprawdę była to jedna wielka kreatywna zabawa. Malowaliśmy rękoma, budowaliśmy miasta z kartonów, robiliśmy gipsowe maski i szyliśmy pluszaki. Oczywiście był plan, ale głównym czynnikiem decyzyjnym były chęci dzieci, które pełne energii zawsze potrafiły nas zaskoczyć.

P1080650_1

FILM i ZDJĘCIA OTOROWO

Pierwszego dnia tematem przewodnim było malowanie, więc zaczęliśmy od stworzenia swoich portretów. Każdy na wielkiej kartce namalował, narysował albo wykleił swoją postać. Graliśmy w gry integracyjne, ruchowe oraz takie, które pomogły nam zapamiętać nawzajem swoje imiona. Później było malowanie gąbką na niebiesko dużego arkusza, wycinanie, malowanie i ozdabianie sylwet rybek i w końcu komponowanie akwarium. Przez cały dzień powstało wiele pięknych i kolorowych prac, które ozdobiły naszą sale i zmieniły ją w galerie sztuki.

Wtorek był dniem Eko-zabaw. Przynieśliśmy rzeczy, które z pozoru nadawały się tylko do śmieci i daliśmy im nowe życie. Butelki, rolki po papierze toaletowym, kartonowe opakowania stały się drzewami, domami, zwierzętami i samochodami. Na czystych papierowych arkuszach namalowane zostały drogi, łąki i jeziora, a na nich wyrosły drzewa, samochody i budynki. Tak właśnie w Otorowie powstała Syrenkolanadia, natomiast w Koźlu dzieci stworzyły zoo i tor wyścigowy z przeszkodami.

IMG_4780

FILM i ZDJĘCIA KOŹLE

Środa to dzień na wielki bal maskowy. Zanim jednak się tam pójdzie, trzeba się przygotować. Największą atrakcją było robienie masek. Najpierw smarowali się kremem, a później na ich twarzy lądowało kilka warstw mokrych gipsowych bandaży. Przez parę minut dzielni ochotnicy, przypominający mumie, czekali, aż maska stwardnieje. Chwila napięcia przy zdejmowaniu i można malować. W końcu rozpoczęła się zabawa, tańce i nauka prostej choreografii.

Czwartego dnia bawiliśmy się w konstruktorów. Z pudeł, farb, butelek itp. nasi mali inżynierzy stworzyli wehikuły czasu, statki kosmiczne i łodzie podwodne. Popołudniu urządziliśmy małe zawody sportowe. Każdy mógł się sprawdzić w nietypowych konkurencjach, takich jak wyścigi w workach czy rysowanie z zawiązanymi oczami i nabyć unikalnych umiejętności współpracy, wykorzystania wyobraźni i wiedzy.

Piątek. To było duże wyzwanie, ale dzięki współpracy i ogromnej cierpliwości wszystkim się udało. Uszyliśmy swoje WŁASNE MASKOTKI. Tworzyliśmy je od początku do końca. Rysowaliśmy projekt, wycinaliśmy materiał, nawlekaliśmy igły, zaszywaliśmy, wypychaliśmy i przyszywaliśmy oczy z guzików.

Na sobotę przygotowaliśmy niespodziankę, ale spryciarze szybko odgadli, że czeka ich wielki seans filmowy, kiedy poczuli zapach popcornu. Przynieśliśmy projektor i zasłoniliśmy okna tak, że powstała prawdziwa sala kinowa. Przed wejściem każdy kasował narysowany wczoraj bilet, a w zamian dostawał popcorn. 3.., 2.., 1.., seans czas zacząć.

W niedziele dzieci przyprowadziły rodziców, siostry, braci, babcie i wujków. Urządziliśmy wystawę prac z całego tygodnia. Stworzyliśmy naszą małą galerią sztuki, po której najbliższych oprowadzali sami twórcy. Na koniec pokazaliśmy film zmontowany w czasie półkolonii i pożegnaliśmy naszych małych artystów.

W Otorowie na niewielkiej scenie stało pianino. Stare i trochę rozstrojone. Kiedy otwierałam je pierwszego dnia chciałam sprawdzić czy pamiętam jeszcze jak się gra. Zaczęłam od prostej melodii „Panie Janie”. Później koło mnie pojawiły się dzieci, a że piosenka nie była trudna, każdy z ochotników umiał już ją grać pod koniec dnia. Każdego następnego dnia półkolonii w czasie przerw uczyliśmy się nowych melodii. Czasami kiedy za dużo osób grało równocześnie przypominało to kocią muzykę, ale miało to też swój urok. Dzieci miały ogromny zapał, pokonywały drobne trudności i w efekcie pod koniec tygodnia kilkoro ochotników odważyło się zagrać swój pierwszy koncert przed rodzicami i znajomymi w czasie niedzielnej wystawy. Wystarczyło stare pianino, spontanicznie zagrana melodia i odrobina chęci, aby grupa dzieci stała się grupą obiecujących muzyków z zapałem, którego często brakuje zawodowcom.

Agnieszka Szostak

EDUKATORNIA SZAMOTUŁY

Pomóż nam organizować więcej takich wydarzeń – wesprzyj nas